czwartek, 21 stycznia 2016

Prolog. 12.12.12.


 12.12.2012r. - Ta data chyba już zawsze będzie siedzieć w mojej głowie. Wszystko wskazywało na udane życie. W końcu wszystko będzie w porządku, a tak na prawdę było jeszcze gorzej.

8 grudnia wraz z moimi rodzicami przeprowadziliśmy się z Londynu,  do Madrytu. Wiele czynników wpłynęło , że wybraliśmy akurat to miejsce. Zaczynając od pacy , którą mój tata tam dostał ,a kończąc na uroku tego miasta. Nie byłam zbytnio zadowolona z tej decyzji, ponieważ w Londynie każdy z nas miał już poukładane życie. W dzieciństwie byłam posłusznym dzieckiem, więc w mojej naturze nie było sprzeciwiania się. Po prostu pogodziłam się z decyzją rodziców. Miałam wtedy 18 lat, więc doskonale pamiętam , co później się wydarzyło i jak to wpłynęło na moje życie.
Już od razu po przeprowadzce , czułam w sobie pewien niepokój. Dom , w którym zamieszkiwaliśmy był dla mnie dziwnym obiektem. Nigdy jeszcze nie odczuwałam tego, a przecież moja rodzina przeprowadzała się dosyć często.
Po upływie czterech dni, moja niepewność wzrosła do takiego stopnia , że nie potrafiłam usiedzieć sama w miejscu. W mojej głowie aż roiło się od tysiąca przerażających myśli. Nikomu nie zwierzałam się z moich odczuć , gdyż wiedziałam , że rodzice by mi nie uwierzyli.
Lecz tamtego dnia coś we mnie pękło. Rzuciłam wszystkie książki , po czym szybkim krokiem udałam się do mamy , która szykowała się do pracy. Zatrzymałam ją w drzwiach i zaczęłam jej opowiadać o wszystkim co znajdowało się w moim umyśle. Reakcja mamy była do przewidzenia. Trochę mnie wyśmiała , a następnie zaczęła mi prawić , że pewnie chce wrócić do Londynu , gdzie miałam rzekomo chłopaka. Powiedzieć coś rodzicom , a oni już wyobrażają sobie nie wiadomo co...
Po monologu mamy automatycznie zaprzeczyłam , lecz moja mama mnie już nie słuchała i wyszła z domu.
Pamiętam to , jakby to wszystko stało się wczoraj... Przez chwilę stałam w osłupieniu , milcząc i nasłuchując domu. I wtedy usłyszałam za sobą jakiś przerażający odgłos. Moje serce z każdą minutą biło coraz szybciej, a po plecach przeszły mnie ciarki. Powolnie odwróciłam się w stronę dobiegającego krzyku, bo tak można było nazwać owy dźwięk, po czym stanęłam jak wryta w ziemię. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Przede mną stała jakaś dziwna istota , która była tak bardzo przerażająca,że nie mogłam zrobić żadnego kroku.
Postać wyglądała na człowieka, a dokładnie na mężczyznę, który przeszedł bardzo poważny wypadek. Był dosyć wysoki , a jego ciuchy były całe podarte , z wyjątkiem białych rękawiczek, które rzucały się w oczy najbardziej. Szyję miał rozciętą, lecz rana wyglądała na zaschniętą. Dokładnie nie widziałam wtedy jego twarzy , gdyż zasłaniały ją jego czarne jak kruk włosy.Ale to co mnie najbardziej przerażało , to był jego martwy , wbity we mnie wzrok. Wpatrywałam się w niego ze strachem w oczach, ciężko oddychając. To było straszne.
- Kim jesteś? - zapytałam w końcu , z trudem powstrzymując płacz.Postać nie odezwała się słowem, tylko przechyliła przerażająco głowę.- Kim ty do cholery jesteś i czego chcesz?! - krzyknęłam, już nie tłumiąc płaczu.
Łzy lały się po moich zimnych policzkach strumieniami, ale nadal bacznie się w niego wpatrywałam.
- Kimś na pewno. - odparł po chwili milczenia, przerażającym głosem. Ponownie ciarki przeszły po moich plecach. - Czego chcę? Hmm... Czyjeś śmierci, no raczej. - dodał , po czym zrobił krok w przód.
Na jego słowa miałam wrażenie , że zemdleję. Nie wiedziałam wtedy jak się zachować. Po prostu nadal stałam tam jak słup.
- Śmierci? - dopytałam cicho. - Czyjej?
- Spokojnie kochana... Na pewno nie twojej. - rzekł, wyszczerzając swoje straszliwe zęby , po czym gwałtownie zniknął, pozostawiając za sobą zapach śmierci...
Stałam w miejscu dosyć długo , gdyż nie docierało do mnie , to co się wydarzyło. Miałam wtedy wrażenie , że to był zwykły koszmar i nic więcej , lecz... tak nie było.
Nie minęła chwila , a usłyszałam głośny dźwięk, dobiegający z zewnątrz. Wystraszyłam się , ale szybko pobiegłam w stronę wyjścia , aby sprawdzić co się stało. Wybiegłam na schody , a kiedy zobaczyłam , dosłownie przede mną rozbity samochód mojego taty, opadłam na kolana. Nie mogłam w nic uwierzyć. Wszystko widziałam jakby przez mgłę. Dopiero po piętnastu minutach otrząsnęłam się i zorientowałam się , że to wszystko wydarzyło się na prawdę. Mój tata na prawdę nie żył. On na prawdę siedział zakrwawiony w samochodzie.
Zaczęłam donośnie płakać i przeklinać wszystko i wszystkich.
- To chyba jakiś koszmar! - krzyknęłam , po czym poczułam wibracje w moim telefonie.
Drżącymi rękoma wyciągnęłam komórkę i odebrałam połączenie.
- Dzień dobry. Panna Samantha Peers? - usłyszałam kobiecy głos.
- T-tak...
- Dzwonię , aby poinformować panią o śmierci, Sofii Peers. Z nie wiadomych powodów pani mama popełniła samobójstwo w swej pracy. Chciałabym się dowiedzieć , czy... - nie dałam dokończyć kobiecie , gdyż z całych sił rzuciłam telefonem o ziemię.
I właśnie od tego wszystkiego się zaczęło. Przez tragiczne śmierci moich rodziców , jak i przez to coś , co widziałam w domu, trafiłam spowrotem do Londynu. Tam chodziłam do psychologa, lecz w późniejszym czasie zostałam zatrzymana w psychiatryku. Byłam tam przez dłuższy okres... I właśnie nie dawno stamtąd wyszłam.
Nazywam się Samantha Peers , mam 21 lat i za wszelką cenę , dowiem się kim był ten zasrany duch , czy kim on tam był i dowiem się , dlaczego zabił moich rodziców!
---
Cześć wszystkim!
No i tak oto jest kolejny nowy blog... Ehhh... Tak , wiem. Mając dużo blogów , będę miała wiele pracy , ale... No , nie mogłam się powstrzymać. Tak mnie natchnęło na zupełnie nową historię z nowymi bohaterami!
Prolog wyszedł mi trochę dziwny , ale co tam...
Mam nadzieję , że się wam wszystko spodoba i zapraszam do obejrzenia zakładki z bohaterami :)
Rozdział 1 dodam jutro :) Zachęcam do wyrażenia swojej opinii , co o tym sądzicie :D
Pozdrawiam :D